Dużo u mnie coś postów kulinarnych, ale nic nie poradzę na to, że... lubię zjeść! No i wiadomo, najlepiej żeby było smacznie. Już dosyć dawno rozsmakowałam się w placuszkach serowych z restauracji Wiking, ale ani ja ani moja mama nie mogłyśmy nigdzie natrafić na odpowiedni przepis, aby je zrobić samodzielnie w domu. Większość przepisów, które uznałyśmy za zbliżone do oryginału, opierała się na wylewaniu ciasta na patelnię. Niestety powodowało to, że każdy placuszek miał inną wielkość i "nie trzymał" należytej wysokości. Nareszcie tydzień temu mama znalazła książkę, w której był przepis na Małdrzyki - i to był strzał w dziesiątkę! Możliwe, że trzeba jeszcze minimalnie zmienić recepturę, ale placuszki wychodzą prawie takie jak z Wikinga :) Do tego śmietana z cukrem i mniam mniam, rozpływają się w ustach.
Przepis pochodzi z tej książki:
wtorek, 20 sierpnia 2013
wtorek, 13 sierpnia 2013
pierogi z wiśniami
Naszła mnie ostatnio ochota na pierogi z wiśniami, których jeszcze w tym roku nie jadłam. Oczywiście w te upały robić mi się ich samej nie chciało, więc zjadłam ze smakiem kupne :D tak, tak lenistwo we mnie wzięło górę, ale jak to mówią nie ma tego złego... otóż swoją zachciewajką zaraziłam mamę. Tak więc już kilka dni później mama zajęła się wyrobem pysznych pierożków a wnuczka dzielnie jej asystowała :))
piątek, 26 lipca 2013
słoiczki
Czasu ciągle brak a rzeczy do zrobienia jakby coraz więcej. Synek rośnie i miewa się dobrze, ale pochłania większość dnia (na noce nie narzekam ;) ). W tym roku, z racji posiadania w domu maluszka, nie robiłam całego stosu przetworów. Postawiłam na sprawdzony i szybko znikający ze spiżarnianej półki dżem brzoskwinia z marakują oraz w tak zwanym między czasie zrobiłam dwie nowości: maliny z nektarynkami i maliny z borówką amerykańską. W smaku obie są pyszne, co sprawdziłam już w trakcie przyrządzania, grzebiąc łyżką w rondlu. Zresztą brakuje (co widać na zdjęciu) jednego słoiczka z maliną i nektarynką, bo nie mogłam się oprzeć i zjadłam go dziś na śniadanie. Świeży chleb, twaróg a na to słodziutki, owocowy dżemik - pycha! Jak znajdę czas, to pewnie jeszcze się skuszę na jakieś owocowe przetwory.
Kupiłam ostatnio kilka nowych kolorów barwników spożywczych i w zasadzie to już wszystkie, które mi się marzyły, choć nie ukrywam że chętnie zakupię inne odcienie.
Ps.: na pierwszym zdjęciu widać w tle porcelanową misę, którą wczoraj sobie kupiłam. Czerwona w białe grochy :)
Kupiłam ostatnio kilka nowych kolorów barwników spożywczych i w zasadzie to już wszystkie, które mi się marzyły, choć nie ukrywam że chętnie zakupię inne odcienie.
Ps.: na pierwszym zdjęciu widać w tle porcelanową misę, którą wczoraj sobie kupiłam. Czerwona w białe grochy :)
sobota, 15 czerwca 2013
sezon owocowy rozpoczęty
Sezon owocowy powoli się rozkręca a ja... nie mogę, a przynajmniej nie powinnam, jeść truskawek :-/ Podobno można zjeść kilka i sprawdzić czy nie uczulają dziecka, ale jakoś przyznam szczerze, że wolę nie ryzykować. Szczególnie, że dwa lata temu, gdy urodziła się nasza córcia, skusiłam się upalnego letniego dnia na szklankę lemoniady... no i Anię wysypało krostkami. Tak więc w tym roku sezon truskawkowy mnie ominie. Za to przypuszczam, że w przyszłym roku sobie to odrobię z nawiązką hehe
Mogę sobie jednak pozwolić na inne letnie smakołyki. Dziś pochłaniam morele i czereśnie. Z tych pierwszych zrobiłam nawet knedle, polałam śmietanką i posypałam brązowym cukrem mniaaam :)
Kilka dni temu kupiłam na wyprzedaży dwie wybrakowane szklane butelki. Bardzo mi się podobały i w sumie to nawet nie przeszkadza mi fakt, że jeden nie ma elementu z zamknięcia a drugi nie ma zamknięcia w ogóle.
Myślami wyobrażam sobie jak w tym czerwonym jest świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy, a w tym niebieskim woda z listkami mięty. Obok tego wszystkiego ja na leżaczku pod parasolką, słuchająca szumu drzew na wietrze :)) ehh... butelki kupione a reszta przyjdzie z czasem - jestem tego pewna!
W wolnych chwilach, których za dużo nie mam, myślę o przetworach. Siłą rzeczy za dużo ich w tym roku nie zrobię a nawet wcale się nie zdziwię jeśli się ograniczę tylko do kilku pozycji. Zależy mi na konfiturze, bądź dżemie (jak zwał tak zwał) brzoskwiniowym z marakują. Uwielbiam go, robię już od kilku sezonów i znika on zawsze z półek spiżarni jako pierwszy. Chciałabym też zrobić konfiturę wiśniową, której nie zrobiłam w zeszłym roku. Jakoś dziwnym trafem chyba przegapiłam sezon na wiśnie :D Zresztą jak czas pozwoli to zrobię a jak nie to nie - trudno, wolę robić coś z przyjemności a nie z przymusu. Póki co zrobiłam kilka etykiet na przetwory. W tym roku postanowiłam, że nie będę robiła etykiet przyklejanych do słoików. Najlepiej mi się sprawdziły takie zwykłe, mocowane do sznureczka. Nie trzeba skupiać się na równym przyklejeniu, a przede wszystkim nie ma problemu ze ściąganiem tego później.
Mogę sobie jednak pozwolić na inne letnie smakołyki. Dziś pochłaniam morele i czereśnie. Z tych pierwszych zrobiłam nawet knedle, polałam śmietanką i posypałam brązowym cukrem mniaaam :)
Kilka dni temu kupiłam na wyprzedaży dwie wybrakowane szklane butelki. Bardzo mi się podobały i w sumie to nawet nie przeszkadza mi fakt, że jeden nie ma elementu z zamknięcia a drugi nie ma zamknięcia w ogóle.
Myślami wyobrażam sobie jak w tym czerwonym jest świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy, a w tym niebieskim woda z listkami mięty. Obok tego wszystkiego ja na leżaczku pod parasolką, słuchająca szumu drzew na wietrze :)) ehh... butelki kupione a reszta przyjdzie z czasem - jestem tego pewna!
W wolnych chwilach, których za dużo nie mam, myślę o przetworach. Siłą rzeczy za dużo ich w tym roku nie zrobię a nawet wcale się nie zdziwię jeśli się ograniczę tylko do kilku pozycji. Zależy mi na konfiturze, bądź dżemie (jak zwał tak zwał) brzoskwiniowym z marakują. Uwielbiam go, robię już od kilku sezonów i znika on zawsze z półek spiżarni jako pierwszy. Chciałabym też zrobić konfiturę wiśniową, której nie zrobiłam w zeszłym roku. Jakoś dziwnym trafem chyba przegapiłam sezon na wiśnie :D Zresztą jak czas pozwoli to zrobię a jak nie to nie - trudno, wolę robić coś z przyjemności a nie z przymusu. Póki co zrobiłam kilka etykiet na przetwory. W tym roku postanowiłam, że nie będę robiła etykiet przyklejanych do słoików. Najlepiej mi się sprawdziły takie zwykłe, mocowane do sznureczka. Nie trzeba skupiać się na równym przyklejeniu, a przede wszystkim nie ma problemu ze ściąganiem tego później.
czwartek, 6 czerwca 2013
szklane bomboniery
Jeszcze przed porodem zamówiłam i zdążyłam odebrać szklane bomboniery. Jednej z zamówionych nie było, więc czekałam na nową dostawę ale i tak nic mi to nie dało, bo w owej dostawie również nie dojechały. Tak czy owak stałam się posiadaczką dwóch prześlicznych, szklanych pojemników. Co prawda oczami wyobraźni widziałam je jako trochę większe egzemplarze, ale takie też mogą być. Na pewno się przydadzą, a z resztą jakiej by nie były wielkości to i tak.... lubię na nie patrzeć za każdym razem jak wejdę do pokoju :) Marzą mi się jeszcze takie jak ten węższy, ale o dużo większe a w zasadzie wyższe, jednak póki co czeka mnie chyba finansowy zastój. Wierzę jednak że prędzej czy później sobie takie sprezentuję.
A to mięta, którą dostałam od mamy.
Zmieniając temat... byłam dziś z córką pierwszy raz w klubiku dla dzieci na zajęciach muzyczno-tanecznych. Kategoria wiekowa niby 1-2 lata, ale tak jak podejrzewałam córcia była tą najstarszą. W dodatku przepaść wiekowa była spora, bo większość dzieci jeszcze nie mówiła, a niektóre nawet ledwo chodziły. Małej za bardzo to nie przeszkadzało i starała się naśladować panią-ciocię, która prowadziła zajęcia. Dzieci machały chustkami, potrząsały instrumentami muzycznymi (córka wybrała sobie marakas i trójkąt muzyczny), a później tańczyły w koło do różnych piosenek. Oczywiście większość dzieci była noszona na rękach przez opiekunów a moja za specjalnie nie chciała, ale szczerze powiedziawszy nawet było mi to na rękę bo jednak moja 2-latka waży prawie 15kg a roczniaki jednak są dużo lżejsze hehe :D Na koniec Pani włączyła wolną, uspokajająca muzykę żeby dzieci się wyciszyły i każdemu po kolei masowała stópki. Jak łatwo się domyśleć inne dzieci kładły się, uspokajały a nawet zaczynały "odpływać" a moja...? No moja nie dawała tak łatwo za wygraną i wartko tańczyła do spokojnej muzyki machając przy tym rękami i tupiąc nogami :) W sumie fajnie spędziłyśmy czas, ale jednak kategoria wiekowa nie jest dla nas. Niestety dla starszych dzieci klub nie oferuje samych zajęć umuzykalniających a jedynie takie przygotowujące do przedszkola, które trwają 3h i są prowadzone dwa razy w tygodniu. Dzieci na nich tańczą, śpiewają, ale i również mają zajęcia plastyczne - które niestety nie są póki co konikiem mojej córki. Pozostaje nam nadal tylko zabawa na własną rękę, no chyba że znajdę gdzieś coś innego, ale zależało mi na tej konkretnej placówce bo mamy ją bliziutko, a teraz z noworodkiem w domu byłoby ciężko jeździć gdzieś dalej. No, ale przynajmniej mam już jakieś pomysły na wspólną zabawę :)
A to mięta, którą dostałam od mamy.
Zmieniając temat... byłam dziś z córką pierwszy raz w klubiku dla dzieci na zajęciach muzyczno-tanecznych. Kategoria wiekowa niby 1-2 lata, ale tak jak podejrzewałam córcia była tą najstarszą. W dodatku przepaść wiekowa była spora, bo większość dzieci jeszcze nie mówiła, a niektóre nawet ledwo chodziły. Małej za bardzo to nie przeszkadzało i starała się naśladować panią-ciocię, która prowadziła zajęcia. Dzieci machały chustkami, potrząsały instrumentami muzycznymi (córka wybrała sobie marakas i trójkąt muzyczny), a później tańczyły w koło do różnych piosenek. Oczywiście większość dzieci była noszona na rękach przez opiekunów a moja za specjalnie nie chciała, ale szczerze powiedziawszy nawet było mi to na rękę bo jednak moja 2-latka waży prawie 15kg a roczniaki jednak są dużo lżejsze hehe :D Na koniec Pani włączyła wolną, uspokajająca muzykę żeby dzieci się wyciszyły i każdemu po kolei masowała stópki. Jak łatwo się domyśleć inne dzieci kładły się, uspokajały a nawet zaczynały "odpływać" a moja...? No moja nie dawała tak łatwo za wygraną i wartko tańczyła do spokojnej muzyki machając przy tym rękami i tupiąc nogami :) W sumie fajnie spędziłyśmy czas, ale jednak kategoria wiekowa nie jest dla nas. Niestety dla starszych dzieci klub nie oferuje samych zajęć umuzykalniających a jedynie takie przygotowujące do przedszkola, które trwają 3h i są prowadzone dwa razy w tygodniu. Dzieci na nich tańczą, śpiewają, ale i również mają zajęcia plastyczne - które niestety nie są póki co konikiem mojej córki. Pozostaje nam nadal tylko zabawa na własną rękę, no chyba że znajdę gdzieś coś innego, ale zależało mi na tej konkretnej placówce bo mamy ją bliziutko, a teraz z noworodkiem w domu byłoby ciężko jeździć gdzieś dalej. No, ale przynajmniej mam już jakieś pomysły na wspólną zabawę :)
sobota, 1 czerwca 2013
już w domu...
Tak, tak... jesteśmy już z synkiem w domu :) Mały był mały, ale powoli zaczyna przybierać na wadze. Porównując okres noworodkowy córki z tym, który przechodzę obecnie z synem, to niebo a ziemia hehe Zastanawiam się nawet nad trafnością powiedzenia, że noworodek to tylko śpi i je - właśnie tak jest u nas. W domu w zasadzie cisza i spokój. Mój mąż podsumował, że jest tak jakby w domu w ogóle nie było małego dziecka :) Wiadomo, że czasem zapłacze lub pomarudzi, ale to co mieliśmy się z córką nie ma porównania. Noce przesypiamy a w ciągu dnia jest czas żeby coś zrobić. Ciekawe tylko kiedy ta hossa się skończy heh... Póki co cieszymy się z powrotu do domu!
A oto nasz nowy członek rodziny - Andrzejek:
A oto nasz nowy członek rodziny - Andrzejek:
sobota, 4 maja 2013
usprawiedliwiona przerwa i drugie urodziny
Troszkę mnie nie było, choć tak na prawdę to byłam i przeglądałam wasze blogi z zaciekawieniem, ale sama nie pisałam. Wcześniej o tym nie wspominałam, ale w tym miesiącu spodziewamy się przywitać nowego członka rodziny - tak, tak Ania będzie miała rodzeństwo a dokładniej braciszka :) No i tak jakoś się składało, że samopoczucia i chęci do robienia czegokolwiek mi brakowało, więc i pisać również nie miałam o czym. W związku z tym wszystkim przypuszczam, że będę pisała rzadziej, a przynajmniej do momentu kiedy dziecko da mi trochę wytchnienia. Jednak z pewnością będę dalej obserwować co się u was dzieje :)
A dziś króciutka foto relacja z urodzinowego przyjęcia córki. Brzuszek mam duży, więc i gości było mało, także smakołyków jest zdecydowanie mniej niż w zeszłym roku...
Jak zwykle przygotowałam mały candy bar dla dzieci, czyli drobne łakocie w plastikowych miseczkach. Na zdjęciach leżą na pianinie, ale przed samym przyjściem gości przestawiliśmy je na niski stolik.
Oprócz urodzinowego tortu (truskawkowego) były jeszcze 3 ciasta: z kiwi, z owocami oraz tzw. korek, który ja bym raczej nazwała "lego", bo przypomina z wyglądu właśnie klocki Lego :)
A to niezbyt skomplikowana dekoracja - girlanda z frendzlami z bibuły przeplatana kolorowymi balonami:
I na koniec jeszcze dwa zdjęcia ze spaceru do Łazienek Królewskich - paw i wiewiórka:
Pozdrawiam was ciepło i trzymajcie kciuki za udany i łatwy finał 9-ciu miesięcy oczekiwań :)))
A dziś króciutka foto relacja z urodzinowego przyjęcia córki. Brzuszek mam duży, więc i gości było mało, także smakołyków jest zdecydowanie mniej niż w zeszłym roku...
Jak zwykle przygotowałam mały candy bar dla dzieci, czyli drobne łakocie w plastikowych miseczkach. Na zdjęciach leżą na pianinie, ale przed samym przyjściem gości przestawiliśmy je na niski stolik.
Oprócz urodzinowego tortu (truskawkowego) były jeszcze 3 ciasta: z kiwi, z owocami oraz tzw. korek, który ja bym raczej nazwała "lego", bo przypomina z wyglądu właśnie klocki Lego :)
A to niezbyt skomplikowana dekoracja - girlanda z frendzlami z bibuły przeplatana kolorowymi balonami:
I na koniec jeszcze dwa zdjęcia ze spaceru do Łazienek Królewskich - paw i wiewiórka:
Pozdrawiam was ciepło i trzymajcie kciuki za udany i łatwy finał 9-ciu miesięcy oczekiwań :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)