Za oknem nadal plucha, a śniegu jak na lekarstwo. Zostały mi resztki gulaszu, więc postanowiłam je jakoś wykorzystać. Zrobiłam coś, co chodziło mi po głowie już od bardzo dawna. O czym mowa? A no o świnkach!
Co prawda nie są to świnki prawdziwe z krwi i kości, ale równie sympatyczne a w zasadzie smakowite. Kiedyś natknęłam się na nie w czeluściach internetu i od razu podbiły moje serce. Są bardzo uniwersalne, bo można je zrobić z dowolnym farszem, ale przede wszystkim idealnie nadają się na wykorzystanie resztek gulaszu, bigosu czy jakiegokolwiek innego farszu (np. grzybowego z pierogów). W sieci jest na nie dużo przepisów, ale ja nie trzymałam się żadnego z nich. Ciasto powinno (wedle przepisów) być krucho-drożdżowe, ale z braku czasu (a może i też z ukrytego lenistwa) zrobiłam zwyczajne drożdżowe. Mówię wam.. wyszły przepyszne, mięsne świnki! Na pewno jeszcze nie raz zagoszczą na naszym stole. Kto wie, może nie tylko w wersji resztkowej, ale również jako pełnoprawne danie.
Polecam :)
wtorek, 17 stycznia 2012
poniedziałek, 16 stycznia 2012
poniedziałkowy obiadek
Śnieg nadal powoli sypie, ale szybko się roztapia. Nie ma nawet mowy o lepieniu bałwana. Cóż robić w takie dni? No jak to co... oczywiście kucharzyć!
Mąż przeziębiony, więc zrobiłam rosołek na kaczej porcji a do tego na drugie kotlet z ziemniaczanymi kulkami i surówką. Wszystko domowej roboty, choć przyznam że kotlety podwędziłam od mamy :)
Już dawno nie robiłam kulek ziemniaczanych. Czasem jednak dam się skusić na zrobienie różnorakich bomb kalorycznych :)
Jeśli ktoś nie jadł wcześniej takich kulek, to bardzo polecam. A dodatkowo jest to sposób na resztki ziemniaków z dnia poprzedniego.
A robi się je tak...
Ugotowane, utłuczone i ostudzone ziemniaki łączymy z jajkiem i odrobiną soli. Jeśli konsystencja masy jest zbyt wilgotna to dodajemy trochę bułki tartej. Rękoma formujemy małe kuleczki, obtaczamy je w bułce tartej i smażymy na złoty kolor na rozgrzanym oleju.
Ot cała filozofia, a smak wspaniały :)) Smacznego!
Mąż przeziębiony, więc zrobiłam rosołek na kaczej porcji a do tego na drugie kotlet z ziemniaczanymi kulkami i surówką. Wszystko domowej roboty, choć przyznam że kotlety podwędziłam od mamy :)
Już dawno nie robiłam kulek ziemniaczanych. Czasem jednak dam się skusić na zrobienie różnorakich bomb kalorycznych :)
Jeśli ktoś nie jadł wcześniej takich kulek, to bardzo polecam. A dodatkowo jest to sposób na resztki ziemniaków z dnia poprzedniego.
A robi się je tak...
Ugotowane, utłuczone i ostudzone ziemniaki łączymy z jajkiem i odrobiną soli. Jeśli konsystencja masy jest zbyt wilgotna to dodajemy trochę bułki tartej. Rękoma formujemy małe kuleczki, obtaczamy je w bułce tartej i smażymy na złoty kolor na rozgrzanym oleju.
Ot cała filozofia, a smak wspaniały :)) Smacznego!
niedziela, 15 stycznia 2012
nareszcie zima
No i mamy zimę. Wczoraj zaczęło sypać i z lekka przymroziło. Nie jest to jeszcze co prawda to, co zimą w pełni można nazwać, ale najwyższy czas na jakąkolwiek zimę - w końcu mamy styczeń! Niby cieszę się, że wreszcie trochę sypnęło, a mróz może choć trochę poradzi sobie z zarazkami, lecz jakoś tak już bliżej czułam wiosnę a tu nagle jednak zima o sobie przypomniała. Cóż jakby nie było to czuć zgrzyt śniegu pod podeszwą buta - bezcenne :)
Nawet tak śmiać mi się chce, że chyba w tym roku zima wreszcie nie zaskoczyła drogowców, bo czekali na nią z utęsknieniem każdego dnia. Przecież z czegoś się muszą utrzymać a jak nie ma śniegu, to i nie ma co odśnieżać a tym samym pieniądze nie wpadają do portfeli.
Póki co, wieczorem wpatruję się z dzieciaczkiem w pruszący za oknem śnieg. Oglądamy jak płatek za płatkiem podąża w stronę naszego okna, jak pokrywa ziemię, samochody i wszystko dokoła.
W taką pogodę człowiek ma ochotę na coś ciepłego a jeśli nie ciepłego to na pewno... słodkiego. A jak są ku temu okazje i okoliczności, to tym bardziej odnajduje w sobie usprawiedliwienie.
Nawet tak śmiać mi się chce, że chyba w tym roku zima wreszcie nie zaskoczyła drogowców, bo czekali na nią z utęsknieniem każdego dnia. Przecież z czegoś się muszą utrzymać a jak nie ma śniegu, to i nie ma co odśnieżać a tym samym pieniądze nie wpadają do portfeli.
Póki co, wieczorem wpatruję się z dzieciaczkiem w pruszący za oknem śnieg. Oglądamy jak płatek za płatkiem podąża w stronę naszego okna, jak pokrywa ziemię, samochody i wszystko dokoła.
W taką pogodę człowiek ma ochotę na coś ciepłego a jeśli nie ciepłego to na pewno... słodkiego. A jak są ku temu okazje i okoliczności, to tym bardziej odnajduje w sobie usprawiedliwienie.
wtorek, 10 stycznia 2012
home, sweet home
No i jestem w domu. Niby wypoczęta, ale i jednocześnie zmęczona tym całym zgiełkiem. Wparowałam do mieszkania czując pozorną ulgę. Niestety rzeczywistość nie pozwoliła mi się nacieszyć powrotem do własnych czterech ścian. Wszędzie osiadły kurz i porzucone sterty świątecznych prezentów. Trzeba było dla wszystkiego znaleźć nowe (czyt. własne) miejsce, zagospodarować lub schować papierowe torebki no i zatroszczyć się o różne przydasiowe różności, czyli jakieś ładne wstążki, kokardki itp, których jest mi szkoda wyrzucać. Natchniona porządkami postanowiłam trochę uprzątnąć środowisko salonowe i maltretuję w związku z tym męża, żeby powynosił trzy nieużywane taborety do piwnicy.
A na stole obiecana, kremowa latarenka :) Jestem w niej wręcz zakochana.
Już niebawem trzeba będzie rozebrać choinkę, a ja wcale nie miałam kiedy się nią nacieszyć.
A po porządkach czas na chwilę wytchnienia przy herbatce i... galaretkach w czekoladzie :))))
A na stole obiecana, kremowa latarenka :) Jestem w niej wręcz zakochana.
Już niebawem trzeba będzie rozebrać choinkę, a ja wcale nie miałam kiedy się nią nacieszyć.
A po porządkach czas na chwilę wytchnienia przy herbatce i... galaretkach w czekoladzie :))))
wtorek, 3 stycznia 2012
Nowy Rok
Nowy Rok i nowy wygląd bloga. Mam nadzieje, że teraz będzie ładniej i przejrzyściej.
Dostałam od kochanego męża nowy aparat, więc pewnie i zdjęcia będą lepszej jakości.
Jak widać dużo nowości i w ogóle wyrazu "nowy" :)
Z aparaciku cieszę się jak nie wiem co, bo już od dawna marzył mi się jakiś porządny co by można było nim robić zdjęcia nie musząc wstrzymywać oddechu. Teraz mam nówkę sztukę i zaczynam ją rozpracowywać.
Na pierwsze zdjęcia będzie jednak trzeba poczekać, bo nie ma mnie w domku. Nie mogę się już doczekać jak pokażę moją prześliczną latarenkę na świeczki i nowy bielony koszyczek :)) Ale to już wkrótce...
Dostałam od kochanego męża nowy aparat, więc pewnie i zdjęcia będą lepszej jakości.
Jak widać dużo nowości i w ogóle wyrazu "nowy" :)
Z aparaciku cieszę się jak nie wiem co, bo już od dawna marzył mi się jakiś porządny co by można było nim robić zdjęcia nie musząc wstrzymywać oddechu. Teraz mam nówkę sztukę i zaczynam ją rozpracowywać.
Na pierwsze zdjęcia będzie jednak trzeba poczekać, bo nie ma mnie w domku. Nie mogę się już doczekać jak pokażę moją prześliczną latarenkę na świeczki i nowy bielony koszyczek :)) Ale to już wkrótce...
środa, 28 grudnia 2011
święta, święta i po świętach
Święta upłynęły miło i spokojnie. Pomimo braku śniegu i mrozu dało się odczuć zimową atmosferę. Była pachnąca choinka i wielka fuuura prezentów, po których została jeszcze większa sterta papierów :)
Na stołach królowała ryba pod różnymi postaciami, pierogi i słodości. Niestety w amoku pochłaniania wszystkich pyszności, udało mi się utrwalić jedynie część Wigilii "na zimno". Resztę musicie sobie wyobrazić :)
A na koniec, specjalnie dla dzieci pojawił się Św. Mikołaj i rozdawał prezenty. Było sporo śmiechu, a nawet chwilami ubaw po pachy! Nie zabrakło również "yes, yes, yes..." wygłoszonego przez mojego bratanka po otwarciu jednego z prezentów. :))
Na stołach królowała ryba pod różnymi postaciami, pierogi i słodości. Niestety w amoku pochłaniania wszystkich pyszności, udało mi się utrwalić jedynie część Wigilii "na zimno". Resztę musicie sobie wyobrazić :)
A na koniec, specjalnie dla dzieci pojawił się Św. Mikołaj i rozdawał prezenty. Było sporo śmiechu, a nawet chwilami ubaw po pachy! Nie zabrakło również "yes, yes, yes..." wygłoszonego przez mojego bratanka po otwarciu jednego z prezentów. :))
piątek, 23 grudnia 2011
ostatnie przysmaki
Rano jeszcze kończyłam ozdabianie pierniczków. Niektórych nie udekorowałam, bo nie było już czasu. W sumie nic nie szkodzi - nie wszyscy lubią takie super słodkie, polukrowane.
A to tarta orzechowa na specjalne zamówienie mojego brata :)
Jutro jedziemy rano do mojej mamy pomóc w przygotowaniach, więc już dziś...
życzę wszystkim zdrowych, spokojnych i pełnych radości Świąt!
Pozdrawiam, Caroline
A to tarta orzechowa na specjalne zamówienie mojego brata :)
Jutro jedziemy rano do mojej mamy pomóc w przygotowaniach, więc już dziś...
życzę wszystkim zdrowych, spokojnych i pełnych radości Świąt!
Pozdrawiam, Caroline
Subskrybuj:
Posty (Atom)


